5 typów ludzi, którzy odnajdą się w Słowackim Krasie

Weekend majowy spędziłam w Słowackim Krasie. To taki niewielki obszar, położony we wschodniej Słowacji przy granicy z Węgrami. Moją bazą wypadową była Rožniawa, skąd wyjeżdżałam na zwiedzanie jaskiń i wycieczki w góry. Same jaskinie to temat na osobny post (piękne i absolutnie warte zobaczenia), wycieczki górskie właściwie też (zaplecze turystyczne nie tyle, że jest słabe- w Słowackim Krasie ono nie istnieje), ważne jest jednak to, że byłam, widziałam, przeżyłam i polecam w ciemno, jak zapiekanki na krakowskim Kazimierzu, zwłaszcza poniższym typom ludzi:

„Mówisz, że znasz angielski? Imponujące. Ja mówię po węgiersku”

Jeżeli ktoś zna/chce potrenować/chciałby się nauczyć węgierskiego, zapraszam do Słowackiego Krasu. Niby to Słowacja, niby nazwy szczytów i miejscowości po słowacku (albo po słowacku i węgiersku) ale i tak wszyscy rozmawiają ze sobą po węgiersku a recepcjonistka w hotelu zmienia słowackie radio na węgierskie, jak nikt nie widzi. Pary kłócą się po węgiersku i nawet psy nie reagują na komendy po słowacku. Dziwne i przerażające.

 „Patrz, ale jaskinia. Zróbmy linę z naszych podkoszulków i zobaczmy, gdzie ma dno”

Jeżeli jesteś mamą rozbrykanego 10- latka z ADHD albo po prostu nie patrzysz pod nogi – w Słowackim Krasie możesz przeżyć życiową przygodę. Cały teren usiany jest mniejszymi i większymi dziuro- jaskiniami a większość z nich tylko czyha na nieuważnych wędrowców.

„Wreszcie święty spokój”

W górach Słowackiego Krasu nie uświadczysz żywej duszy, więcej jeżeli ludzi lubisz tylko na fotografiach, to ten teren jest dla Ciebie.

„Zawsze lubiłem wyzwania i wyznaczanie własnych ścieżek”

Słowacki Kras jest słabo zagospodarowany pod względem turystycznym a oznakowanie niektórych szlaków zachęca do głębszego poznawania piękna tamtejszej przyrody. Możesz poczuć się jak odkrywca po raz dziesiąty w czasie kilometrowego odcinka zastanawiając się, czy jeszcze idziesz wyznaczonym szlakiem czy tylko wydaje Ci się, że idziesz.

„Ooo, super, otwarta karczma. Chodźmy na piwo”

Ludzie, którzy lubią piwo, odnajdą się wszędzie – to niepisana życiowa zasada. Abstynentom odrobinę współczuję – lana Kofola jest droższa niż piwo i to właściwie tania podróba słynnej Kofoli. Butelkowej koli nie sprzedają.