Co myślę o … alkohol w górach- tak czy nie?

Uwaga! Poniżej znajdują się moje osobiste wynurzenia. Uszanuj, Szanowny Czytelniku, że mogę myśleć, co mi się podoba. Część z moich przemyśleń nadaje się też do publikacji. Co też niniejszym czynię.

Ponieważ udało mi się przebrnąć ostatnią sesję na moich studiach, z tej okazji zabiorę głos w ważnej dyskusji.

 
Zapewne wnikliwi czytelnicy mojej tfu!rczości zauważyli, że w większości moich tekstów znajdują się jakieś sprytnie zakamuflowane, niby niewinne odniesienia do alkoholu. Do tego całość zalatuje perfidną kryptoreklamą z mojej strony (ponieważ pracuję dla firmy z branży wysokoprocentowej).
 
I w tym momencie co bardziej refleksyjni czytelnicy mogą doświadczyć życiowego dylematu. Pić czy nie pić w górach – oto jest pytanie.
 
Ci, którzy do alkoholu podchodzą jak do jeża, mogą spokojnie przeczytać jakiś inny tekst. Rozumiem, że z jakiegoś ważnego powodu nie mogą lub nie chcą pić alkoholu. Tym wszystkim osobom szczerze współczuję. Bo nie ma niczego lepszego, niż zimne piwko w ciepły dzień. Ewentualnie grzaniec w zimny, grudniowy wieczór.
 
Pić zatem, czy nie pić. Ja przychylam się do opcji pro- spożywczej. Ale spożywać alkohol trzeba potrafić, a to już nie każdy turysta (czy raczej pseudoturysta) potrafi.
 
Zdecydowanie nie polecam: flaszki na głowę, zimnego piwa przy mocno ujemnej temperaturze, grzanego wina na podejściu, współtowarzysza wycieczki przesadzającego z alkoholem, współtowarzysza wycieczki niepijącego i krzywo patrzącego na otwierane piwo, śliwowicy w postaci innej, niż do herbaty.
 
Ale właściwie to wiecie co? Żadna blogerka nie będzie wam mówić, jak żyć. Macie własny rozum i sami wiecie, czy ta butelka alkoholu wam zaszkodzi czy pomoże.
 
I na koniec ostatnia brzytwa ratunku, gdyby jednak strażnikom trzeźwości nie spodobał się mój tekst: Oficjalnie oświadczam, że Kofola też jest dobra. Ale piwo lepsze.   
  • Anonimowy

    Ostatniego sylwestra wraz z przyjaciółmi spędziliśmy w górach i muszę przyznać szczerze, że tam człowiek inaczej reaguje na spożywany alkohol. Pomijając fakt że wszyscy na nowy rok czuli się idealnie, to w trakcie imprezy pojawiało się wiele ciekawych pomysłów spożytkowania czasu w tamtych terenach. A dla kreatywnych na wakacje pozostawiam propozycję wyzwania 😉 https://www.youtube.com/watch?v=SgmWw4H3MM8

  • W górach NIGDY nie piję… co innego w schronisku 😉

  • W samych górach bez alkoholu, ale jak już wrócimy to jak najbardziej:)

  • jedno piwo na wysiłek jest idealne:)

  • Alkohol w górach…czemu nie jeśli pity z głową i w doborowym towarzystwie 🙂

  • Po zejściu z gór jak najbardziej:)

  • Ostatnio byłem z dobrą ekipą na pograniczu rumuńsko ukrainskim w Górach Marmaroskich , ściśle G. Czywczyńskich. Nocowaliśmy trzy dni na grzbiecie głównym tego odludnego i raczej zakazanego oficjalnie dla turystów pasma. Nocując w namiotach schowanych w kosodrzewinie doświadczyliśmy ekscytującej atmosfery, ale po dwa kieliszki rumuńskiego bimbru były po prostu bardzo wskazane.
    Pozdrawiam