Łabowska Hala bis (1064 m.n.p.m.)

Trasa: Składziste- schronisko PTTK na Łabowskiej Hali (1061 m.n.p.m.)- Łabowska Hala (1064 m.n.p.m.)- Pisana Hala (987 m.n.p.m.)- Zadnie Góry (921 m.n.p.m.)- Cyrla (837 m.n.p.m.)- Rytro

Łabowska Hala to miejsce, które absolutnie nigdy mi się nie znudzi. Na Łabowską podchodziłam już z każdej możliwej strony i schodziłam w każdym możliwym kierunku. Do tego nieopodal, na Hali Barnowskiej, jako dziecko dawno temu zbierałam borówki. Dzięki temu epizodowi dowiedziałam się, że ciężką pracą daleko nie zajdę, bo jestem zbyt leniwa i zamiast w pocie czoła zbierać borówki, wolę je szamać na miejscu. Potem poszłam na studia i rozleniwiłam się jeszcze bardziej.

Masyw Łabowskiej Hali w paśmie Jaworzyny generalnie ma dla mnie duże znaczenie sentymentalne. Swoją pierwszą wycieczkę w góry zaczęłam i skończyłam we wsi Składziste. Całkiem nieźle pamiętam tę wycieczkę (która miała miejsce, notabene, w 2000 roku), a że dawno nie wychodziłam ze Składzistego, postanowiłam odrobinę odświeżyć sobie pamięć.

To, co pamiętam sprzed 15 lat, nijak ma się do tego, co aktualnie zastałam. Droga dojazdowa do schroniska na Łabowskiej wreszcie wygląda, jak droga dojazdowa. To właściwie przyjemny spacer niż górska trasa i bez problemów można ją przejść w tenisówkach. 15 lat temu (to były czasy!) na całej długościo-szerokości panowały raczej skały z osuwisk i podmyte brzegi, niż coś przypominające drogę, dzisiaj jest to szeroka trasa, w dużej mierze asfaltowa, w górnej części dobrze ubita.

Ponieważ w góry wyszłam dopiero popołudniem, zatrzymałam się na nocleg na Łabowskiej Hali. Wydaje się, że schronisko chude lata, katastrofy budowlane, klęski żywiołowe i fatalnych dzierżawców ma za sobą. Niby dalej w schronisku jest tylko agregat a ciepła woda szybko się kończy, ale obiekt został niedawno wyremontowany i wyposażony w przemiłego dzierżawcę i sympatyczną obsługę.

Następny dzień to odrobinę dłuższa trasa do Ryta, odcinkiem Głównego Szlaku Beskidzkiego. Bardzo lubię ten odcinek, prowadzący najpiękniejszymi polanami w Beskidzie Sądeckim. Miło jest wrócić do miejsc, gdzie w czasach szkolnych znało się każdy kamień, drzewo oraz lepsze miejsce do odpoczynku i patrzeć, jak bardzo zmieniły się przez te długie lata.

Zawsze sympatycznie jest zatrzymać się też na Cyrli, w miejscu, gdzie podają jedne z najlepszych obiadów w polskich górach i odpocząć przed mniej sympatycznym zejściem wzdłuż linii wysokiego napięcia do Popradu. Potem zostaje już tylko czekanie na zakurzonym i pełnym słońca przystanku PKS, łapiąc bus w stronę Sącza, a jak się ma trochę więcej szczęścia, to nawet ostatni autobus prosto do Krakowa.

Tak było:


  • Nie dziwię się, że góry mogą być pasją, są zjawiskowe, sama uwielbiam chodzić po górach, nie zawsze jest czas, ale uwielbiam wszystkie góry od Tatr po Bieszczady:)

  • pogoda jak widać dopisała, też lubię takie wędrówki i odwiedzanie kolejnych schronisk 🙂