Rankingi schronisk magazynu n.p.m. – koniec prawdziwej turystyki pieszej?

Uwaga! Poniżej znajdują się moje osobiste wynurzenia. Uszanuj, Szanowny Czytelniku, że mogę myśleć, co mi się podoba. Część z moich przemyśleń nadaje się też do publikacji. Co też niniejszym czynię.
 
W Internetach ostatnio bardzo głośno o rankingach Magazynu Turystyki Górskiej n.p.m. na najlepsze i najgorsze schroniska w polskich górach.
 
O co ten cały hałas?
 
W telegraficznym skrócie dla niezorientowanych albo niekomputerowych- redaktorzy magazynu ocenili schroniska górskie w Polsce, ułożyli od najgorszego do najlepszego a potem wydawca wszystko wydrukował. No i się zaczęło.
 
Ponieważ jestem złośliwa, lubię mówić dużo i bez sensu na tematy, o których nie mam pojęcia, więc i ja dołożę swoje trzy grosze w temacie, który osobiście mnie dotyka. A właściwie nawet nie tyle dotyka, co wali z pięści prosto między oczy.
 
Czytam o tych rankingach, kryteriach, za które przyznawano punkty, wreszcie czytam komentarze internautów (vox populi vox Dei) i tak sobie myślę, że w sumie to chodzę po tych górach ponad 15 lat, ale tak naprawdę guzik wiem i moją wiedzę o schroniskach można o kant tyłka rozbić.
 
[to jest akapit w którym chwalę się, gdzie to ja nie byłam i czego ja to nie widziałam]
 
Na początek muszę przyznać, że w dwóch wypadkach zgadzam się z testerami. Chodzi o schroniska pod Baranią Górą i na Hali Boraczej. To pierwsze jest największą pomyłką w dziejach polskiej turystyki. Przyzna to każdy, kto chociażby spojrzy na tę wielką bryłę smutnego betonu. Z kolei Halę Boraczą pamiętałam jako ciemne, przygnębiające schronisko. Byłam tam niedawno i miejsce, które pamiętam, już dawno nie istnieje- dzisiaj można tam smacznie zjeść (polecam ciasto z borówkami!) i przyjemnie wypocząć, ale jednak jakiś cień na sercu pozostał.
 
O części schronisk z rankingów nawet nie słyszałam, przyznaję z ręką na sercu. Wiem, gdzie leżą Góry Bystrzyckie czy Wałbrzyskie (z pomocą Google Maps), ale nigdy tam nie byłam, więc nie mam pojęcia, czy schroniska z tamtych rejonów, które wystąpiły w rankingu, są aż tak złe czy jeszcze gorsze. Ale już w Chatce Puchatka na Połoninie Wetlińskiej byłam razy co najmniej kilka. Tyleż samo razy zwiedzałam od środka obiekty na Luboniu Wielkim, Leskowcu czy Kudłaczach. Myślałam, że to fajne, małe schroniska z klimatem, ale co ja tam wiem, gówniarz jestem, rocznik ’91.
 
Mimo to pamiętam stare schronisko na Hali Mizowej, schroniska na Błatniej i Stożku przed gruntownymi remontami, stary obiekt na Markowych Szczawinach. Kilkakrotnie spałam w schronisku nad Zaporą w Wiśle i przeżyłam najokropniejszy schroniskowy nocleg w Dworcu Beskidzkim w Zwardoniu, gdzie korytarzami przemykały stworzenia o podejrzanie długich ogonach nie będące kotami (dwa ostatnie obiekty są aktualnie zamknięte i remontowane). Na tych miejscach redaktorzy dopiero mieliby używanie, zwłaszcza, że Dworzec Beskidzki złamał nawet mnie.
 
Dochodząc [do sedna wywodu]
 
Schroniska i chaty górskie są dokładnie tym, czym się mianują schroniskamii chatami górskimi. Rozumiem, że zmęczony turysta oczekuje ciepłej wody i dachu nad głową. Jeżeli jednak jednym z kryteriów, które miały wpływ na ocenę, jest to, jak długo jest otwarty bufet- to wiedz, że coś się dzieje.
 
Zacznijmy od tego, że zdaję się mieć zupełnie inną wizję turystyki niż redaktorzy magazynu. Dla mnie turystyka to pozytywne emocje i przyjemność wypoczynku emocjonalno- fizycznego. Schroniska są w tej układance ważnym, ale nie kluczowym elementem. Chyba w żadnym schronisku nie spędziłam więcej, niż dwie noce i zwykle maksymalnie wykorzystywałam dzień, do schroniska przychodząc już wieczorem i jedyne, o czym myślałam, to kąpiel, łóżko i może odrobina świętego spokoju.
 
Wydaje mi się również, że redaktorzy nieco inaczej widzą kryterium atmosfery w schronisku niż ja. Wolałabym ciekawych współtowarzyszy w niedoli, dzierżawcę i obsługę, którzy chętnie porozmawiają czy cieplusi kominek w zimną, jesienną noc niż dostęp schroniska do Internetu. W końcu w góry idę odpocząć, na cholerę mi internety czy telewizor?
 
Gdybym chciała odpocząć w kilkugwiazdkowym hotelu szukałabym raczej gdzieś indziej, niż pod Połoniną Wetlińską, w samym środku parku narodowego, gdzie każda najmniejsza ingerencja wymaga góry papierów (tych z pieczątkami ważnych ludzi i tych z cyferkami).
 
Koniec prawdziwej turystyki pieszej?
 
Myślę, że nie tylko ja przedkładam chatkę pod Niemcową nad schronisko, pardon, hotel górski na Hali Miziowej a nad obiekt na Markowych Szczawinach- bacówkę pod Bereśnikiem. Kiedy odwiedzam Pilsko czy Babią Górę zawsze mam wrażenie, że ja, moje zniszczone, upaprane buty i przechodzony plecak jesteśmy niemile widziani w tamtejszych schroniskach. To są miejsca dla innej kategorii turystów, do której ja nie należę (no chyba, że wygram w totka, albo znajdę bogatego męża).
 
Odpowiadając na pytanie w tytule- nie. Turystyka piesza właśnie przeżywa swój renesans. Wycieczka na Turbacz czy inną Tarnicę jest aktualnie czymś tak in, jak posiadanie air maxów i popijanie piwka w Forum (nie mam air maxów i w życiu nie byłam w Forum, więc muszę nadrabiać górami). Turystyka piesza ma się dobrze, tylko od czasu do czasu chcą jej zaszkodzić takie artykuły, jak ten z n.p.m.
 
Tymczasem schroniska w polskich górach to są obiekty na skalę naszych możliwości. My tymi schroniskami otwieramy oczy niedowiarkom. Jeszcze prawdziwa turystyka nie zginęła.

 

Schronisko pod Leskowcem znalazło się w rankingu na najgorsze schroniska. I faktycznie, jak widać na zdjęciach, turyści omijają je szerokim łukiem.

 

  • Masz CAŁKOWITĄ rację – już sam pomysł zrobienia rankingu był chory… reszta to silna gorączka i majaczenie w niej wywołane wyżej wzmiankowana chorobą!

  • Anonimowy

    Od pierwszej edycji tego rankingu mam zbliżone do Twoich odczucia. Oceniane są atrybuty hotelu, nie schroniska górskiego. Przedwczoraj byłem na Kudłaczach, koło południa, i nie mogłem zamówić placków ziemniaczanych, bo jeszcze nikt ziemniaków w niedzielę z rana nie zdążył utrzeć (poprzedniej nocy było tam wesele, pewnie balowali do samego rana). Podejrzewam, że dla tzw. ankieterów byłby to duuuuuży minus, ja po prostu poprosiłem o kiełbasę. Pyszną 🙂

  • Ogólnie "n.p.m." jedzie po równi pochyłej. Coraz rzadziej można tam znaleźć wartościowe artykuły, a w 'relacjach' często poza osobistymi emocjami nie ma praktycznie żadnych informacji o miejscach, szlakach. Wyglądają jak wypracowania gimnazjalisty.

  • Szczerze powiedziawszy raczej nie czytam żadnych magazynów górskich, o wiele bardziej wolę blogi o górach 🙂

  • schroniska to nie restauracje…gdzie można sobie wybierać z 10/20 w jednym mieście 🙂